I KONKURS O PIÓRO WÓJTA

Maj 2005

KONKURS LITERACKI

“Wędrówki po Kuślinskiej Ziemi”

Nagrodzeni uczestnicy i ich utwory:

W Kuślinie                      

Edyta Chmielewska

W kościele Zmartwychwstania Pańskiego

oglądam wystawę dewocjonaliów

zrobionych z tegorocznych plonów.

Oto Arka Przymierza z ziarenek gorczycy,

obok pszeniczna mapa Polski, a tam jakiś staruszek składa ręce

pod żytnim krzyżem Chrystusowym.

Słychać dźwięczne głosy ptaków i cieni, zastępujące wyniosłe tony organów.

To symfonia zieleni,

prześwietlona słońcem,

nasycona wiarą mieszkańców.

Czuję zimny oddech nieznanych bogów i przodków,

bo tylko w drzewach i w murach kościołów

zapisały się pochyłą kursywą nieme wspomnienia.

Parę kroków dalej widzę pomnik                                    

z martwego betonu XX wieku,

w dali neogotycką bryłę kościoła,

a na jego ścianach białe promienie

dnia, który budzi się razem z Tobą,

jak myśli jeszcze niewypowiedziane,

 takie delikatne, a już zwycięskie.

A tam pośród lipowej alei

przechadza się jesień,

bo czas nie radzi sobie z pięknem

i wciąż pochyla głowę,

jak jabłoń pod ciężarem dojrzałych owoców.

Podróżniku w odwiecznej wędrówce człowieka,

kiedy nad ranem wchodzisz w gąszcz świateł,

w dżunglę miejskich krzyków

i lamentów nad kolejnym poniedziałkiem,

pamiętaj o Kuślinie

– wielkopolskiej oazie spokoju…

Moje Wąsowo              

Krystyna Prętka

I znów znalazłam chwilę, by wrócić pamięcią do dawnych, młodych lat.

Do lat mojego dzieciństwa.

To chyba najmilsze wspomnienia…

Ukochane ścieżki, na których każda jesień tkała piękny, złoty dywan.

A każda wiosna białe pola stokrotek.

A wśród zieleni, na górce, mój rodzinny dom. Kochany, ciepły, pełen śmiechu dzieci, może biedny, ale mój.

I moje okno, w którym siadałam, by popatrzeć na pałac. Stare zamczysko, wielki gród, który zawsze był dla mnie tajemnicą. Tatuś opowiadał, że zbudował go Hardt i zostawił, gdy emigrował z Polski.

Jego drzwi były zawsze otwarte, więc często zakradaliśmy się do środka z Basią, Marysiem i Krzychem.

Dla naszych małych rączek, wielkie drzwi były duże i ciężkie, jakbyśmy otwierali twierdzę.

Zawsze ciągnęło nas na szczyt, na wieżę widokową. Do dziś pamiętam, jak niesamowicie i tajemniczo skrzypiały drewniane schody. A tam, na górze było takie uczucie, jakby się doszło do samego nieba.

Legenda mówiła, że w jednym z pałacowych pokoi straszy, ale za każdym razem wskazywano inny, dlatego do dziś nie wiadomo, która to komnata…

A obok tego kolosa stoi moja ukochana kapliczka. Tam było mi po prostu dobrze.

Chodziłam najpierw z mateńką za rączkę, a potem pamiętam, że najlepiej czułam się w małym kąciku po prawej stronie, przy filarze, który był zrobiony z tęczowych, kolorowych muszli, małych i dużych.

Pamiętam też  ten cudowny czas, kiedy w zachodnim skrzydle pałacu był Klub i to najprawdziwszy, dla młodzieży. Dlaczego prawdziwy? Bo schodziła się tam młodzież z całej okolicy. I tak, jak szumiały dęby, cisy, buki, tak tam, dnie całe i noce rozbrzmiewał śpiew młodzieży.

A zimą, by być w górach, nie trzeba było opuszczać parku.

Nasza górka za pałacem była kochana. Ona nie wymagała pięknych sanek. Po prostu zjeżdżaliśmy na wszystkim, co wpadło nam w ręce: na desce, na worku lub misce…

Jesienią zaś chodziliśmy w głąb parku, bo szeleszczące pod stopami liście, były melodią, której nie zagrasz na żadnym instrumencie.

Dziś po dwudziestu latach też siadam przy moim kochanym oknie.

Dęby i buki, które kiedyś były duże, teraz są potężne.

To one otulają ciepło ten czerwony, piękny, odnowiony pałac. Zjeżdżają tu dziś ludzie nie tylko z całej Polski, ale i ze świata, by podziwiać miejsce, w którym dane mi było dorastać.

Pałacu już dziś nie odwiedzam. Jego bogactwo przytłacza mnie i nijak się ma do moich wspomnień. A one są skarbem i bogactwem, którego nikt mi nie odbierze.

ZIEMIA KUŚLINSKA               

 Grażyna Biskup

Ziemia kuślińska piękniej

śliczna jest wiosną

o wschodzie słońca

gdy perły rosy

drżą na źdźbłach trawy

i o zachodzie słońca

w półmroku gdy w Mogilnicy

rechoczą żaby.

Zimą, gdy biały puch

spowił wszystko

dachy czworaków

szkolne boisko

i uroczysko w dąbrowskim lesie.

Ja kocham jesień

bo na tej ziemi

jest tak szczególnie, niesamowicie

gdy liście swoje kasztany gubią

małe kasztanki wiatr z drzewa zrzuca

a wiatr rozwiewa na wszystkie strony purpurę liści, odgłosy dzwonów.

W NASZEJ GMINIE

Wiosenne pola w zieleń odziane

i stromy wiadukt nad autostradą

 stoisz i patrzysz dosięgasz chmur

a potem w dół… i nowy widok

piękne pejzaże

wśród drzew kościółek

 i ruch przy barze „Na zakręcie”

gdzie czasem zagląda zmęczony człowiek

 przy szklance piwa marzy, planuje

potem wychodzi i znów pracuje wytrwale do zmroku od świtu

po co ? dla siebie ?

Nie wiem

i tak czas mija niepostrzeżenie

a z czasem zmiany zachodzą

i w naszej gminie jest milej.